![]() Pucus i ja mowiąc dosłwonie - wpadliśmy na siebie na ulicy. On uciekał przed psem, a ja pędziłam na pocztę. Gdy uderzył mi w nogi szybko wziełam go na ręce, by ochronić przed pędzącym psem. Jak nietrudno sie domyślić zaniosłam go do domu. Okazało się, że kuleje, ale dziwnym trafem ozdrowiał sam w kilka dni. Popytałam w okolicy czy ktoś zna kotka, czy ktoś może wie czyj jest... ale nikt nic o nim nie wiedział i nikt go nie szukał. Jedynie bywalcy baru powiedzieli mi, ze kotek wchodził na siłę do środka przez kilka dni, ale był za każdym razem wyrzucany. Postanowiliśmy, że znajdziemy mu dom... ale nikt nie chcial zwykłego buraska, który w dodatku mial juz ok pół roku. Ostatecznie został u nas z czego oczywiście się cieszymy. Jest wesołym kotem, który ciągle wymyśla nowe psoty oraz jest mistrzem w wyłudzaniu jedzenia. Zajżyj do jego galerii, na zdjeciach widac jakie ma figlarne spojżenie. |