... ::: Uratowane zwierzaki - Mynia ::: ...

Mynia



   Nasza malutka kruszyneczka urodziła się jak wiele kotów w piwnicy
jednego z bloków i pewnie gdyby nie to, że jej mama umarła nigdy bym się o niej
nie dowiedziała. O śmierci kocicy poinformowała mnie kuzynka. Natychmiast więc
z moim TŻtem udaliśmy się by sprawdzić ile kociąt zostało osieroconych i czy
potrzebują pomocy. Gdy zapaliliśmy światło w piwnicy, przez długi, wąski korytarz
uciekało obijając się o ściany i jakby nie wiedząc gdzie ma się ukryć malutkie
kociątko. Łatwo udało się je złapać i wsadzic do koszyczka. Z jej bratem nie
było już tak łatwo. Pogryzł mnie i potwornie się bał (jego historia również
w tym dziale pod hasłem "Gacuś").

Mynia bardzo odbiegała od swojego brata i wyglądem, i zdrowiem. Była taka maciupka,
źle oddychała no i co najważniejsze miała coś z oczkami. Okazało się, że źle widzi.
Leczenie trwało bardzo długo i co rusz pojawiały się nowe problemy. Najpierw był
koci katar, potem grzybica, a podczas leczenia grzyba zatrucie lekami. Omal jej
wtedy nie straciliśmy...Uratowały ją tylko szybka pomoc lekarza, kroplówki
i kilka godzin w inkubatorze. Teraz wiemy już, że oczek nie da się wyleczyć.
Na jedno nie widzi nic, a na drugie zdaniem weterynarza ok 70%. Radzi sobie
świetnie i choć jej oczka nie wyglądają pięknie jest przesłodka i niesamowicie
rozkoszna. Została natychmiast zaakceptowana przez cała resztę zwierzaków,
a jej przybranym tatusiem został Kropek. Chyba nie muszę dodawać, że bardzo
ją kochamy :D

Podziękowania oczywiście dla mojej kuzynki Gosi, PINIch, mini2,
mojej siostry i dla wszystkich o których zapomniałam.

Mynia


‹‹ Wstecz ‹‹