|
Kropeczek mieszkał sobie u pewnych ludzi. Pewnego dnia dowiedziałam się, że potrącił go samochód i kot leży już drugi dzień w przedsionku domu. Jego właściciele czekali aż zdechnie, albo po prostu sam wyzdrowieje. W każdym razie nie mieli zamiaru iść z nim do lekarza. Dzięki temu, że dobrzy ludzie zaoferowali pomoc finansową oraz transport, szybko po niego pojechaliśmy. Leżał zawiniety w śmierdzace szmaty zupełnie sam w przedsionku domu, był potwornie obolały...prychał na nas z bólu gdy wsuneliśmy pod niego deske. Miał rozcieta głowę, nogę oraz jakieś obrażenia wewnętrzne. W lecznicy dowiedzielismy się , ze ma wyrwane (wyłamane?) biodro. Trzeba było usunąć główkę kości udowej i pozaszywać rany. Gdy odebrałam go wieczorem po operacji wyglądał jak siedem nieszczęść. Przez długi czas nie mógł się ruszać, dostawał zastrzyki i miał opatrywane rany, a wszystko to znosił ze spokojem. Niestety rany po jakimś czasie wypełniły sie ropą, a wszystkie szwy puściły. Zostały oczyszczone i zaszyte ponownie, jednak to nic nie pomogło... Kropuś musiał więc znosić kolejną serię zastrzyków oraz bardzo bolesne oczyszczanie ran. Nie było łatwo...nie raz pędziliśmy do weterynarza nie wiedząc co się dzieje gdy np z rany zaczęła nagle lecieć ciurkiem krew, albo gdy szwy rozeszły się na moich oczach w jednej sekundzie. Kot był mimo wszystko bardzo odważny i dawał sobie pomagać. Przez prawie dwa miesiące nosił kołnierz i grzecznie przyjmował leki. Teraz jest największym kotem z mojego stadka, zajmuje się jak tatuś niedowidzącą malutką Mynią i jest ogroooomnym pieszczochem! Oczywiście miał u nas być tylko do czasu wyleczenia, ale po tak długim pięlegnowaniu tego kochanego kocurka nie moglibyśmy się z nim rozstać!!! :D Wielkie dzięki dla PINIch, Dry'a i Ani, mojego tatusia, który bez słowa woził nas co chwila do weterynarza i dla wszystkich, którzy trzymali kciuki za zdrówko Kropka.
![]() |