... ::: Uratowane zwierzaki - Klara ::: ...

KLARA


    W sierpniowe piękne po południe, które spędzałam w domu - nagle
pukanie do drzwi, a za nimi dzieciaki z podwórka. Podały mi do rąk maluteńkie,
nie stające na własne nóżki kociątko z ledwo otwartymi oczkami... Tłumaczyli,
że znaleźli je w kartonie na trawniku i poszli... Przygotowaliśmy Klarci koszyczek
z ciepłymi szmatkami... i zaczęliśmy zastanawiać się co robić... Nigdy nie widziałam
na oczy takiego malutkiego kotka, a już tym bardziej nie wiedziałam co z nim robić...
Nie było internetu, a w domu nie miałam nic poza książka o psach... Znalazłam w niej
jednak opis jak często karmić szczenięta oraz opis masowania brzuszka. Nie pozostało
mi nic innego jak postępować z kotkiem jak z pieskiem. Skonstruowałam buteleczkę
z palca rękawiczki, kupiłam mleko dla ludzkich dzieci i rozpoczęłam posterunek przy
maleństwie. Mleczko i masowanie co dwie godziny w dzień i w nocy. To było cudowne.
Po dwóch tygodniach dowiedzieliśmy się, że Klarunia została zabrana od matki do
zabawy. Kocica przeniosła resztę małych i dzieciaki nie miały co zrobić z maluchem
więc przyniosły mi. Okazało się, że to ocaliło jej życie bo reszta kociąt zginęła
w rękach dzieci i jedno w paszczy psa.
    Pamiętam jaka byłam wzruszona gdy mała zaczynała chodzić, jak sama uczyła się jeść
(miała kaszkę nawet na grzebiecie), jak niezdarnie zrobiła pierwsza kupkę do kuwetki.
Klara zaczepiła w nas miłość do kotów oraz zapoczątkowała całą lawinę. Teraz jest
szefową stada i mimo, że kocurki tłuką inne koty próbując tym coś osiągnąć to właśnie
do niej należy ostatnie słowo.

‹‹ Wstecz ‹‹